każda obojetność
odbija się niekorzystnie
na warunkach
wtedy już tylko z deszczu pod rynnę
częściej zawieje wiatr w oczy
a żar z nieba zmęczy
nawet korzystną aurę
© Artbook
każda obojetność
odbija się niekorzystnie
na warunkach
wtedy już tylko z deszczu pod rynnę
częściej zawieje wiatr w oczy
a żar z nieba zmęczy
nawet korzystną aurę
© Artbook
czas zatrzymał się w spokoju
to co nieproszone zastygło
świt nowych możliwości zapukał
a lata przestały mieć znaczenie
tylko że zawsze pojawia się ktoś
nie pyta o przeszłość i przyszłość
chodzi i nadaje struktury
programuje i formatuje
tworzy się przestrzeń
mieści się w głowie
i miewa się dobrze
kiedy rozgaszcza się
na dobre
smutek
przerasta uczucie zachwytu
odsyła jeńców radości
co trzymali uzdy
aby wiedzieli kiedy
zaciagnąć
hamulec
© Artbook
zachłysnął się suchą wodą z pragnienia
uczynienia świata lepszym i szybszym
sztucznie zdolnym do mas uwolnienia
aby nadać początek celom wyższym
tymczasem do drzwi zbliża się atrofia
z każdym jej krokiem więcej czarnej mgły
kroczy pewnie i dumnie, bo jest gotowa
wdziera się do umysłów tworząc skrzepy
wydziera z rąk ostatnie marzenia i ambicje
niszczy aspiracje i kreatywne dążenia
usypia wnętrze i odbiera dobre wibracje
odcina przypływ racjonalnego myślenia
wygeneruj nowy świat w kolorach jutra
gdzie rzeczywistość będzie prawdziwa
a sztuczna wizja tylko snem, który nie trwa
bo atrofia ma się coraz lepiej i jest coraz bardziej
zjadliwa
© Artbook
kiedy w głowie porządek
chaos też ma się dobrze
pod jednym warunkiem
każdy zna swoje miejsce
i czas
© Artbook
zimna i szklana tafla otwiera otchłań jadu
pęka skorupa zbutwiałego odoru myśli
z wnętrza wydobywa się idea złego słowa
a niesiona wiatrem nienawiści zapala iskrę
która karmi się ludzkim błotem
na wyżynach destrukcji siedzi fagia
jasny potwór ubrany w szatę zbrukaną krwią
wśród ofiar są zniszczone fundamenty wiary
lęk i cisza rozgościły się w umysłach upadłych
pod ciężarem ran piją łzy samotności
poddanym fagi smakuje trucizna
ubóstwiają karmić ją innych nieświadomych
ich zjadliwość niczym wirus porusza przestrzeń
bez ograniczeń napełniają puste dzbany
ilością wykraczającą poza prawdę i fakty
kiedy fagia odbiera poczucie godności
a jej poddani wzniecają pożar nienawiści
zapomina o swojej słabości
niedokarmiana umiera
z głodu
© Artbook
nie widać budowy warstw
lecz złowrogi swąd
i mechaniczny ślad
inwestycje w ogień
co walką za dnia
z wosku metal
gromadzi chaos
pobrzmiewa rys
nieistniejących radości
tęsknot ulotnych
i czekających
z nadzieją
na zapowiedzi
usłane rożnami
co kłują
w oczy
© Artbook