Szczera prawda jeśli o mnie chodzi. Od lutego zmieniło się w moim życiu i nie ma dnia bym nie była zmuszona opuścić strefę komfortu. Przez to z dnia na dzień czuję się gorzej.
Ups 😬 No to rzeczywiście klops 😬 Mam nadzieję, że to się u ciebie zmieni, czego z serca życzę, bo jeśli obecna sytuacja ma wpływ na twoje zdrowie psycho-fizyczne, czy w ogóle na samopoczucie, to trza uciec z tej strefy (jeśli oczywiście możesz).
Rzeczywiście i tak bywa. Niektórzy to nazywają programowaniem lub wywieraniem wpływu i nacisku, a wtedy tracimy coś, co określa nas samych. Idzie się pogubić, dlatego trza uważać 😉
Witaj @Mab! 🙂 Zgadza się. Dyskomfort - tego nie chcemy i żeby nie było, że sami sobie potem będziemy pluli w brodę, że można było inaczej 😉 Pozdrawiam i dziękuje za cenny komentarz! 🖐️
Dziękuje @donka 🙂 Fajnie, że masz takie nastawienie. Z pewnością jeśli dobrze siebie znamy i wiemy czego chcemy, to i łatwiej o granice 😉 Pozdrawiam i dziękuje za odwiedzinki! 🖐️
Całkowicie cię rozumiem. Miewam podobnie. Życie pod ciągła presją czasu, to nie dla mnie 😉 Zresztą uświadomienie sobie tego faktu, pomaga nie robić czegoś w brew sobie. Z reguły takie podejście kończy się co najmniej stresem, a w najgorszym razie przygnębieniem lub zniechęceniem. A tego nie lubimy 😄
Witam serdecznie Czasem robi się coś wbrew sobie, co może wyjść na dobre. Są takie sytuacje. Jednak jeżeli robi się coś wbrew sobie, co unieszczęśliwia, co dołuje, co powoduje dyskomfort, to robi się to dla siebie czy dla kogoś? Czy już można mówić o braku niezależności? Bardzo interesujący temat! Jak zawsze wspaniała twórczość :) Pozdrawiam
Bardzo inspirująca uwaga na tym obrazku. Warto jednak pamiętać o tym, co kryje się pod pojęciem "strefa komfortu". Obrazowo mówiąc, jeżeli pasażer Titanica nie wyjdzie z luksusowej kabiny na lodowaty pokład i do omiatanej wiatrem i lodowatą wilgocią łodzi ratunkowej, będzie miał problem, którego nikt już mu nie pomoże rozwiązać. A mniej katastroficzny przykład, to taki, że choć lubię spędzać zimę przy ciepłym, płonącym ogniem kominku, to od czasu do czasu muszę wyjść i zorganizować odpowiedni opał. Co zatem znaczą od strony psychologicznej słowa o ludziach, którzy nie mają własnej strefy komfortu??? Myślę, że chodzi o tych, którzy nie mogą się zatrzymać w działaniu, ciągle coś robią, pracują, poprawiają, zapominając o tym, że potrzebna jest im strefa komfortu na relaks i naładowanie baterii. Tacy ludzie, choć chwaleni za pracowitość, wcześniej czy później płacą za to niedopatrzenie wysoką cenę. Są jeszcze ludzie, którzy żyją w tak strasznych warunkach, że aby przeżyć, muszą cały czas być poza strefą komfortu (np. mieszkańcy miasta znajdującego się na pierwszej linii frontu), tu jednak psychologia na nic, dopóki pomoc zewnętrzna nie przywróci względnie normalnych warunków życia. W tekście zaś uwaga o granicach niezależności jest tak jasna, że nie wymaga komentarza. "Podejmuj swoje decyzje"!
▫️Dzięki @Woland za wartościowy i przemyślany komentarz w temacie 🙂 Sporo cennych nawiązań i świetnie rozszerzyłeś kwestie poruszone w grafice oraz krótkim tekście, który poczyniłem jako uzupełnienie. ▫️Ta dwuznaczność różnych sformułowań, które krążą w naszej przestrzeni daje często okazję do przemyśleń i refleksji. Coś co dla jednych wpisuje się w życie i ma swoje potwierdzenie, dla drugich ma nieco inny wymiar. ▫️W ogóle to sformułowanie, a właściwie nawoływanie do pewnej zmiany, określanej jako 'wyjdź ze swojej strefy komfortu', (to zdanie bywa często zakończone wykrzyknikiem jako nacisk na działanie), to bardzo indywidualna kwestia i nie u wszystkich się sprawdzi, a odnoszę wrażenie, że niektórzy na siłę i wbrew sobie czegoś tam próbują. Dobrze mieć swoje zdanie i dbać o granice niezależności. W końcu każdy z nas jest inny 😉 ▫️Pozdrawiam!
Rzeczywistość w jakiej przyszło nam żyć nie jest komfortowa, ale nie na wszystko mamy wpływ i z tym trzeba się też niejako pogodzić. Niemniej nie oznacza to całkowitej bezradności i bezsilności. Na wiele obszarów naszego życia mamy wpływ i możemy poprawiać jego jakość. Jeżeli tego nie robimy to najczęściej wynika to z samoogranczenia się, z naszych lęków, obaw, braku odwagi itp. Tak naprawdę wszyscy kierujemy się tą samą zasadą: dążyć do przyjemności, unikać bólu. Każdy człowiek tworzy więc sobie swoją własną strefę komfortu. Strefa komfortu to psychologiczna przestrzeń bezpieczeństwa, na którą składają się nasze przyzwyczajenia, nawyki, rutyna, przekonania, także to, co nas otacza, co jest nam znane. Lubimy się poruszać w tym co znamy, celebrować nasze nawyki i przyzwyczajenia, bo wtedy czujemy się bezpiecznie i stabilnie. I tak, są osoby tkwiące w obszarze bezpieczeństwa bez przerwy, nawet gdy to im nie do końca służy, nawet gdy robi im się w nim "duszno". A są i takie, którym w naturalny sposób udaje się go opuszczać... czy wreszcie tacy, którzy pracują nad tym, aby wychodzić ze swojej strefy komfortu i pokonują swoje lęki i ograniczenia. Jednym... pewna schematyczność działań daje poczucie panowania nad sytuacją, że niczego nie zepsują, nic ich nie zaskoczy. Drugim potrzeba czegoś więcej, przełamują się i podejmują nowe wyzwania bo zdają sobie sprawę, że zakorzenienie się w tym, co miłe, fajne i znajome nie daje możliwości rozwoju, który jest nieodzowny dla człowieka. Tu chodzi o to, by nie stać z boku, gdy życie się toczy, chodzi o to by strefa komfortu nie uziemiła nas za bardzo. Byśmy nie poruszali się ciągle po wyżłobionych koleinach a raczej otworzyli się na każde doświadczenie, jakie staje się naszym udziałem. Może będzie to cudowna niespodzianka, nagroda, może trudna lekcja. Lekcja, która zaboli, ale pozwoli dojść znacznie dalej, osiągnąć znacznie więcej. Pozostaje życzyć, by każdy umiał znaleźć tzw. złoty środek między starym a nowym, między nawykiem a wyzwaniem...
Bardzo ciekawa, analityczna i poszerzona perspektywa tego co rozumiemy przez 'strefę komfortu' lub jej brak. Widać dwie strony medalu. Jak to w życiu 😉 Zapewne każdy z nas, czy tego chce czy nie, w sposób świadomy bądź nieświadomy albo korzysta w życiu ze 'strefy komfortu' (bezpieczeństwo) lub opuszcza ją nawet nie zdając sobie z tego sprawy (nagła sytuacja). Chyba bogatszy staje się ten kto zaczyna rozumieć ten proces i umie się w tym odnaleźć. Przy okazji zbieramy doświadczenie. Poznajemy się w różnych sytuacjach. Zmiana może nas wypróbować, a zachowawczość, komfort i spokój z reguły usypia, a nawet powoduje stagnację. Dużo pewnie też zależy od naszej osobowości, środowiska w którym się wychowaliśmy, czy też otoczenia w którym przebywamy. Niemniej wydaje się, że pojęcie tak zwanej 'strefy komfortu' dla każdego z nas będzie po prostu oznaczać coś innego. I ja to szanuję 🙂 Byle nic na siłę i wbrew sobie i innym 😉 Dziękuje @Yolanthe za odwiedzinki, bardzo treściwy i inspirujący komentarz!
Często zapominamy o tych granicach, a inni to wykorzystują.
OdpowiedzUsuńTo prawda, tak bywa 😑
UsuńSzczera prawda jeśli o mnie chodzi. Od lutego zmieniło się w moim życiu i nie ma dnia bym nie była zmuszona opuścić strefę komfortu. Przez to z dnia na dzień czuję się gorzej.
OdpowiedzUsuńUps 😬 No to rzeczywiście klops 😬 Mam nadzieję, że to się u ciebie zmieni, czego z serca życzę, bo jeśli obecna sytuacja ma wpływ na twoje zdrowie psycho-fizyczne, czy w ogóle na samopoczucie, to trza uciec z tej strefy (jeśli oczywiście możesz).
UsuńTo chyba nie przypadek, że właśnie dziś o tym myślałam...
OdpowiedzUsuńjotka
Ale stytuacja, ale zbieg okoliczności 😉
UsuńProfunda reflexión uno debe ser fiel a si mismo. Te mando un beso. Enamorada de las letras
OdpowiedzUsuńGracias @J.P. Alexander! 🙂 Gran aplicación! 👍Saludos!
UsuńOtóż to... a pewne granice są nieprzekraczalne i żaden slogan tego nie zmieni...
OdpowiedzUsuńStrefa komfortu - dobre. A gdzie to jest, może na Marsie ;)
OdpowiedzUsuńNo i zobacz jak termin, który bywa nadużywany, w końcu traci swoją wartość😉
UsuńTrafna przestroga w tych kilku słowach... Lubię Twoje mądre myśli utkane w poezji...
OdpowiedzUsuńBardzo się cieszę! 🙂 A twoje trafne przemyślenia i refleksje wzbogacają również mój punkt widzenia 😉
UsuńWitaj, Artbook(u).
OdpowiedzUsuńTak sobie myślę, że niemal od dnia narodzin zmusza się nas do robienia czegoś "wbrew sobie" i nazywa się to "wychowywaniem";)
Pozdrawiam:)
Rzeczywiście i tak bywa. Niektórzy to nazywają programowaniem lub wywieraniem wpływu i nacisku, a wtedy tracimy coś, co określa nas samych. Idzie się pogubić, dlatego trza uważać 😉
Usuń..świetna miniaturka Artbook'u .. cenny i mądry przekaz ! :)
OdpowiedzUsuń..uwielbiam swoją strefę komfortu.. a jeśli już 'm u s z ę' uczynić coś wbrew sobie, to staram się zachować obiektywizm i neutralność..
Dziękuje AnSa 🙂 Masz właściwe podejście. Trzeba czuć się dobrze i być zgodnym z samym sobą 😉
UsuńStawianie granic lub nie, wszystko powinno odbywać się zgodnie z własną wolą. Jeśli tak się nie dzieje, to jest dyskomfort. Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńWitaj @Mab! 🙂 Zgadza się. Dyskomfort - tego nie chcemy i żeby nie było, że sami sobie potem będziemy pluli w brodę, że można było inaczej 😉 Pozdrawiam i dziękuje za cenny komentarz! 🖐️
UsuńW zgodzie ze samym sobą - tak należy żyć.
Usuń👍😉
UsuńOd dawna nie robię niczego wbrew sobie, nie myślę więc o granicach. Twoje poetyckie myśli to cenne sentencje. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńDziękuje @donka 🙂 Fajnie, że masz takie nastawienie. Z pewnością jeśli dobrze siebie znamy i wiemy czego chcemy, to i łatwiej o granice 😉 Pozdrawiam i dziękuje za odwiedzinki! 🖐️
UsuńU mnie ostatnio jest dbanie o strefę komfortu. W końcu przestałam się poświęcać😃wytyczanie granic bardzo polubiłam 😄
OdpowiedzUsuńNo i super!😃Można się trochę posprawdzać w tej roli w rożnych życiowych sytuacjach 😉 Asertywność bywa w cenie 😉
UsuńTo prawda, bywa w cenie, bo jakże trudno jest wypracować. A później jakie fajne uczucie- nie muszę nikogo zadowalać 😄
Usuń👍😉
UsuńJestem jak kot, mam duże poczucie niezależności i wszelki przymus czy pospiech działają na mnie odwrotnie niż w założeniu.
OdpowiedzUsuńCałkowicie cię rozumiem. Miewam podobnie. Życie pod ciągła presją czasu, to nie dla mnie 😉 Zresztą uświadomienie sobie tego faktu, pomaga nie robić czegoś w brew sobie. Z reguły takie podejście kończy się co najmniej stresem, a w najgorszym razie przygnębieniem lub zniechęceniem. A tego nie lubimy 😄
UsuńNie lubimy. Nie lubimy nie tylko presji czasu, ale i jakiejkolwiek presji. A najbadziej poleceń służbowych, które mijają się z moimi kompetencjami :-)
UsuńWitam serdecznie
OdpowiedzUsuńCzasem robi się coś wbrew sobie, co może wyjść na dobre. Są takie sytuacje. Jednak jeżeli robi się coś wbrew sobie, co unieszczęśliwia, co dołuje, co powoduje dyskomfort, to robi się to dla siebie czy dla kogoś? Czy już można mówić o braku niezależności? Bardzo interesujący temat! Jak zawsze wspaniała twórczość :)
Pozdrawiam
Bardzo mądre przesłanie :)
OdpowiedzUsuńZ podziękowaniem @rodzinatestuje 🙂 Cieszę się, że dostrzegłaś przesłanie.
UsuńBardzo inspirująca uwaga na tym obrazku. Warto jednak pamiętać o tym, co kryje się pod pojęciem "strefa komfortu". Obrazowo mówiąc, jeżeli pasażer Titanica nie wyjdzie z luksusowej kabiny na lodowaty pokład i do omiatanej wiatrem i lodowatą wilgocią łodzi ratunkowej, będzie miał problem, którego nikt już mu nie pomoże rozwiązać. A mniej katastroficzny przykład, to taki, że choć lubię spędzać zimę przy ciepłym, płonącym ogniem kominku, to od czasu do czasu muszę wyjść i zorganizować odpowiedni opał.
OdpowiedzUsuńCo zatem znaczą od strony psychologicznej słowa o ludziach, którzy nie mają własnej strefy komfortu??? Myślę, że chodzi o tych, którzy nie mogą się zatrzymać w działaniu, ciągle coś robią, pracują, poprawiają, zapominając o tym, że potrzebna jest im strefa komfortu na relaks i naładowanie baterii. Tacy ludzie, choć chwaleni za pracowitość, wcześniej czy później płacą za to niedopatrzenie wysoką cenę.
Są jeszcze ludzie, którzy żyją w tak strasznych warunkach, że aby przeżyć, muszą cały czas być poza strefą komfortu (np. mieszkańcy miasta znajdującego się na pierwszej linii frontu), tu jednak psychologia na nic, dopóki pomoc zewnętrzna nie przywróci względnie normalnych warunków życia.
W tekście zaś uwaga o granicach niezależności jest tak jasna, że nie wymaga komentarza. "Podejmuj swoje decyzje"!
▫️Dzięki @Woland za wartościowy i przemyślany komentarz w temacie 🙂 Sporo cennych nawiązań i świetnie rozszerzyłeś kwestie poruszone w grafice oraz krótkim tekście, który poczyniłem jako uzupełnienie.
Usuń▫️Ta dwuznaczność różnych sformułowań, które krążą w naszej przestrzeni daje często okazję do przemyśleń i refleksji. Coś co dla jednych wpisuje się w życie i ma swoje potwierdzenie, dla drugich ma nieco inny wymiar.
▫️W ogóle to sformułowanie, a właściwie nawoływanie do pewnej zmiany, określanej jako 'wyjdź ze swojej strefy komfortu', (to zdanie bywa często zakończone wykrzyknikiem jako nacisk na działanie), to bardzo indywidualna kwestia i nie u wszystkich się sprawdzi, a odnoszę wrażenie, że niektórzy na siłę i wbrew sobie czegoś tam próbują. Dobrze mieć swoje zdanie i dbać o granice niezależności. W końcu każdy z nas jest inny 😉
▫️Pozdrawiam!
Rzeczywistość w jakiej przyszło nam żyć nie jest komfortowa, ale nie na wszystko mamy wpływ i z tym trzeba się też niejako pogodzić. Niemniej nie oznacza to całkowitej bezradności i bezsilności. Na wiele obszarów naszego życia mamy wpływ i możemy poprawiać jego jakość. Jeżeli tego nie robimy to najczęściej wynika to z samoogranczenia się, z naszych lęków, obaw, braku odwagi itp.
OdpowiedzUsuńTak naprawdę wszyscy kierujemy się tą samą zasadą: dążyć do przyjemności, unikać bólu. Każdy człowiek tworzy więc sobie swoją własną strefę komfortu. Strefa komfortu to psychologiczna przestrzeń bezpieczeństwa, na którą składają się nasze przyzwyczajenia, nawyki, rutyna, przekonania, także to, co nas otacza, co jest nam znane. Lubimy się poruszać w tym co znamy, celebrować nasze nawyki i przyzwyczajenia, bo wtedy czujemy się bezpiecznie i stabilnie. I tak, są osoby tkwiące w obszarze bezpieczeństwa bez przerwy, nawet gdy to im nie do końca służy, nawet gdy robi im się w nim "duszno". A są i takie, którym w naturalny sposób udaje się go opuszczać... czy wreszcie tacy, którzy pracują nad tym, aby wychodzić ze swojej strefy komfortu i pokonują swoje lęki i ograniczenia. Jednym... pewna schematyczność działań daje poczucie panowania nad sytuacją, że niczego nie zepsują, nic ich nie zaskoczy. Drugim potrzeba czegoś więcej, przełamują się i podejmują nowe wyzwania bo zdają sobie sprawę, że zakorzenienie się w tym, co miłe, fajne i znajome nie daje możliwości rozwoju, który jest nieodzowny dla człowieka. Tu chodzi o to, by nie stać z boku, gdy życie się toczy, chodzi o to by strefa komfortu nie uziemiła nas za bardzo. Byśmy nie poruszali się ciągle po wyżłobionych koleinach a raczej otworzyli się na każde doświadczenie, jakie staje się naszym udziałem. Może będzie to cudowna niespodzianka, nagroda, może trudna lekcja. Lekcja, która zaboli, ale pozwoli dojść znacznie dalej, osiągnąć znacznie więcej. Pozostaje życzyć, by każdy umiał znaleźć tzw. złoty środek między starym a nowym, między nawykiem a wyzwaniem...
Bardzo ciekawa, analityczna i poszerzona perspektywa tego co rozumiemy przez 'strefę komfortu' lub jej brak. Widać dwie strony medalu. Jak to w życiu 😉 Zapewne każdy z nas, czy tego chce czy nie, w sposób świadomy bądź nieświadomy albo korzysta w życiu ze 'strefy komfortu' (bezpieczeństwo) lub opuszcza ją nawet nie zdając sobie z tego sprawy (nagła sytuacja). Chyba bogatszy staje się ten kto zaczyna rozumieć ten proces i umie się w tym odnaleźć. Przy okazji zbieramy doświadczenie. Poznajemy się w różnych sytuacjach. Zmiana może nas wypróbować, a zachowawczość, komfort i spokój z reguły usypia, a nawet powoduje stagnację. Dużo pewnie też zależy od naszej osobowości, środowiska w którym się wychowaliśmy, czy też otoczenia w którym przebywamy. Niemniej wydaje się, że pojęcie tak zwanej 'strefy komfortu' dla każdego z nas będzie po prostu oznaczać coś innego. I ja to szanuję 🙂 Byle nic na siłę i wbrew sobie i innym 😉 Dziękuje @Yolanthe za odwiedzinki, bardzo treściwy i inspirujący komentarz!
Usuń